No to, parafrazując klasyka, ładnie mnie Żona przedstawiła przed milionami słuchaczy.
Ż: I widzicie, teraz już mam pewność, że resztę dnia mogę sobie spisać na straty. Panicz się obraził i teraz będzie fochy stroił.
Otóż panicz się nie obraził, panicza ogarnął zestaw uczuć będący miksem złości, wściekłości, zdenerwowania, bezsilności i zdegustowania.
Przyjechała do naszego miasta dzisiaj moja siostra, by odwiedzić przyjaciółkę ze studiów, która od niecałego miesiąca też tutaj mieszka. Do spotkania dołączyliśmy się my z Żoną i druga moja siostra, rzeczona przyjaciółka przyciągnęła ze sobą narzeczonego i w takim sześcioosobowym składzie umówiliśmy się w staromiejskiej restauracji. Ja przyszedłem odrobinę później niż reszta, bo miałem dzisiaj zjazd i dwa egzaminy, a i noc nie była najspokojniejsza, bo w przerwach śledzenia potyczki Phoenix Suns z Boston Celtics cyzelowałem program napisany na dzisiejsze zaliczenie. Rano program jeszcze nie działał, zaraz po pracy byliśmy umówieni na wieczorne ploty z innymi znajomymi, które tradycyjnie przeciągnęły się do pierwszej w nocy i stąd moja praca i rozrywka pod bacznym okiem Morfeusza. Co ważne, na przekąski związane z plotami wydałem większość posiadanych zasobów gotówki.
Do restauracji szedłem więc nie dość, że na ostatnią chwilę, to jeszcze bez kasy przy sobie – co ważne – o czym Żona była poinformowana (trudno, żeby nie wiedziała, sama mnie wygnała po wino do sklepu wieczorem). Podczas obiadu Żona zachowywała się, jakby za punkt honoru postawiła sobie wbicie mi takiej ilości szpil, jaką tylko się dało, i to już mnie dość mocno zirytowało. Gdy przyszło z kolei do płacenia, przypomniałem jej o tym, że liczę na zasobność jej portfela w tym względzie.
Ż: To ty nie masz przy sobie gotówki? Co ty sobie w ogóle wyobrażasz, czy ty jesteś poważny? – ze złością zaczęła mnie rugać, po czym – gdy zasugerowałem, że może kartą można zapłacić, opryskliwie zapytała się o możliwość płacenia kartą kelnerkę. Otrzymawszy odpowiedź twierdzącą od Bogu ducha winnej dziewczyny wypowiedziała do mnie zacytowane na początku słowa o paniczu, odnosząc się w ten sposób do rysującego się na mojej twarzy zdenerwowania.
Wyszedłem z restauracji, znalazłem bankomat i wypłaciłem sobie potrzebną kwotę pieniędzy, którą następnie zapłaciłem za swoją porcję.
I teraz siedzę, nie wiem, czy obrażony, czy nieziemsko wkurzony, w samochodzie i czekam na początek cosobotniej piłki, a oni poszli dalej w miasto.
Jak można z czegoś takiego zrobić problem?